O chłopcu polskim - Pre Release Album Preview

by The Ceez

/
  • Streaming + Download

    Includes unlimited streaming via the free Bandcamp app, plus high-quality download in MP3, FLAC and more.

      $9.99 USD  or more

     

1.
01:52
2.
03:36
3.
4.
5.
04:43
6.
7.
8.
05:12
9.
10.
06:33
11.
12.
04:07

credits

released May 1, 2017

O PŁYCIE

Płyta “O chłopcu polskim” to album z wierszami Krzysztofa Kamila Baczyńskiego oraz muzyką The Ceez. 

W nagraniach udział wzieli: 

#1 Ars Poetica – The Ceez_wokal/instr. klawiszowe/programowanie 

#2 Wiosna – The Ceez_wokal/instr. klawiszowe/programowanie, Mark Spencer_saksofon, Albert Pakuszewski_git. elektryczna, Andrzej "Pierwiastek" Potęga_git. basowa, Walton "Ziggy" Miller_perkusja, Unofficial Brass Band_instr. dęte 

#3 Stuletni wieczór – The Ceez_wokal/instr. klawiszowe/git. elektryczna/git. basowa/programowanie, Walton "Ziggy" Miller_perkusja, Patrycja Topajew_śpiew 

#4 Morze wracające – The Ceez_wokal/instr. klawiszowe/git. elektryczna/git. akustyczna/programowanie, Michał Fijalski_git. basowa, Darek Wawrzyniak_git. solowa (mewy) 

#5 Erotyk – The Ceez_wokal/instr. klawiszowe/git. elektryczna/git. solowa/programowanie, Michał Fijalski_git. basowa, Pureric Lewis_perkusja 

#6 Słowa do deszczu – The Ceez_wokal/instr. klawiszowe/git. elektryczna/git. akustyczna/programowanie, Hamilton Price_kontrabas, Pureric Lewis_perkusja, Unofficial Brass Band_instr. dęte 

#7 Już nie pamiętam – The Ceez_wokal, Patrycja Topajew_wokal, Michael Norfleet_fortepian, Unofficial Brass Band_instr. dęte, Ken Fradley_trąbka 

#8 Warszawa – The Ceez_wokal/instr. klawiszowe/git. elektryczna/git. basowa/programowanie, Witold Furmańczyk_akordeon, Unofficial Brass Band_instr. dęte, Michael Thomas_perkusja 

#9 O mój ty smutku cichy – The Ceez_wokal/instr. klawiszowe/git. elektryczna/git. solowa/git. basowa/programowanie, Ken Fradley_trąbka solo/instrumenty dęte, Michael Thomas_perkusja 

#10 Drzewa – The Ceez_wokal/instr. klawiszowe/git. elektryczna/programowanie 

#11 Elegia o…[chłopcu polskim] – The Ceez_wokal/git. akustyczna/git. elektryczna/programowanie 

#12 Śmierć – The Ceez_wokal/instr. klawiszowe/git. akustyczna/programowanie, Darek Wawrzyniak_git. solowa, Mark Maension_git. basowa, Pureric Lewis_perkusja 

Produkcja muzyczna - The Ceez 

Realizacja nagrań, mix i produkcja - The Ceez 
Mastering - Peter Doell

#6, 12 - Take This Trip To Mars Studio, Hollywood, California/Mark Maension_realizacja nagrań – kontrabas, git. basowa 
#8, 9 - RipShore Studios, Van Nuys, California/Heath Ripplinger_realizacja nagrań - perkusja 
#6, 10 - Blackbird Studios, Nashville, Tennessee/Sean Badum_realizacja nagrań - analog processing 

Zdjęcia i projekt okładki - Sylwia Clapper, The Ceez

tags

license

all rights reserved

about

The Ceez Miami, Florida

The Ceez is a soulful singer, songwriter and producer with qualities thats described as "On the Cusp of Greatness" by industry professionals on Music Screen Report. He's productions are made with endless imagination, filled with tasteful details and simplicity at the same time.
Studied Music Production - Mixing and Mastering at Berklee College of Music.
... more

contact / help

Contact The Ceez

Streaming and
Download help

Track Name: Ars Poetica
Wiersz jest we mnie zły, obcy, zły i nienawistny,
i pali moje noce gorejącym ogniem,
idzie przeze mnie tłumny, rozkrzyczany sobą
jak pochód ulicami niosący pochodnie.
Wiersz jest zły, nienawistny, chce rozerwać formę
(Jak to ciężko zakuwać wolnego w kajdany),
chociaż wydrę go z głębi palącego wnętrze,
nigdy całkiem nie będę jego władczym panem.
Z krzykiem szarpie się, męczy, aż strzeli wołaniem,
potem stanie się obcy, przyjaciel niedoszły,
stanie w progu zamarzłym, płonący, stworzony,
i pójdzie w mróz wieczorów tam, gdzie inne poszły.
Track Name: Wiosna
Liście skłębione słońcem
w okno zielenią się pchają,
liście wytrysłe smugami
drzew wiosennego raju.
Słońce się tarza po murach
krwawiące plamą cegieł;
park - zieleniasta góra
w niebo
alei szeregiem
wystrzelił.
Track Name: Stuletni wieczór
Wyjść na ulicę w niebieski, letni zmierzch,
dymią fajki jak zapach zielonych brazylii,
gwiazdy jak ryby zabite wypływają na wierzch,
znad gitar - kapelusze jak czarne pluszowe motyle.
Wyjść na ulicę: kołyski zwiewnej muzyki i bajek,
tam grają katarynki jedwabny stuletni walczyk.
Ten niderlandzki obraz z porcelanowych fajek,
z baldachimów dłoni kobiecych i strun kobiecych palców.
Otom dzieckiem, skrzydłem jednodniowych przeczuć.
Jestem tylko chłopcem, który płacze nad zabitym ptakiem.
Nie przeżyłem tylu lat i drzew, co ten wieczór.
Jestem chłopcem, który płacze nad zabitym ptakiem.
Track Name: Morze wracające
Pamiętasz? Było kiedyś morze
szkliste w falistych linii łukach,
morze, którego cieni można
w obrazach szklanych dni poszukać...
Morze czasami wzbierające
roznosem huku na poszumach,
szelestem w dali zamykanym
na stoodległych morskich tumach.

Morze płaczące świstem deszczu
I perłopławiem pianorodne,
dalekie, ciche, smutne głębią
jak moje oczy twoich głodne.

Morze przebite nocą w gwiazdy
powraca czasem cicho, jaśnie,
morze potęgi i miłości,
które w twych oczach cicho gaśnie.
Track Name: Erotyk
W potoku włosów twoich, w rzece ust,
kniei jak wieczór - ciemnej
wołanie nadaremne,
daremny plusk.

Jeszcze w mroku owinę, tak jeszcze różą nocy
i minie świat gałązką, strzępem albo gestem,
potem niemo się stoczy,
smugą przejdzie przez oczy
i powiem: nie będąc - jestem.

Jeszcze tak w ciebie płynąc, niosąc cię tak odbitą
w źrenicach lub u powiek zawisłą jak łzę,
usłyszę w tobie morze delfinem srebrnie ryte,
w muszli twojego ciała szumiące snem.

Albo w gaju, gdzie jesteś
brzozą, białym powietrzem
i mlekiem dnia,
barbarzyńcą ogromnym,
tysiąc wieków dźwigając
trysnę szumem bugaju
w gałęziach twoich - ptak.

Dedykacja:
Jeden dzień - a na tęsknotę - wiek,
jeden gest - a już orkanów pochód,
jeden krok - a otoś tylko jest
w każdy czas - duch czekający w prochu.
Track Name: Słowa do deszczu
Moja dziewczynko z porcelany,
kiedyś to mi się stłukła?
Te białe ptaki to są słowa,
którymi czas o okna stuka.
Na żółtych kartkach ręce drżą,
wzbiera zmarłymi słowikami,
gdy w wielkiej lirze huczy bąk
jak w wieczór - w śmierci zaplątany.
Wszędzie o szkło uderzam głową
w pogasłych wystaw lament
i jak obcego smutku owoc
niebieską gałąż łamię.
To tylko łzy zostały ze mnie -
- zielonych konstelacji układ.
Moja dziewczynko z porcelany,
po cożeś mi się stłukła?
Track Name: Już nie pamiętam
Już nie pamiętam, jak las szumi śniegiem,
jak słońce złotem w ciszę lasu pryska,
kiedy płaszczyzna obłąkana biegiem
ucieka pędem szalona i śliska.
Już nie pamiętam gór ogromnych wiecznią
i nocy gęstej, gwiazdami nabitej,
i pól płaszczyzny bezmiernej konaniem,
śniegiem zmierzchnącej i puchem skro-litej.
Już nie Pamiętam, jak słońce w śnieg prószy
i w biele sypie ciszę pyłem złota.
Dzwonki polami biegną i szeleszczą,
cisza osiada śniegu mgłą na płotach.
Już nie pamiętam ! miasto zaczajone
zza murów mgłą mi dusi jaźń zamarłą
i krwią już niebo mdłych, przegniłym dymów
nocą wyszło w ulice
i dławi mi gardło...
Track Name: Warszawa
Bryła ciemna, gdzie dymy bure,
poczerniałe twarze pokoleń,
nie dotknięte miłości chmury,
przeorane cierpienia role.
Miasto groźne jak obryw trumny.
Czasem głuchym jak burz maczugą
zawalone w przepaść i dumne
jak lew czarny, co kona długo.
Wparło łapy ludzkich rojowisk
w głuchych ulic rowy wygasłe,
warcząc czeka i węszy groby
w nocach krwawych i gromach jasnych.
Jeszcze przez nie najeźdźców lawa
jako dym się duszny powlecze,
zetnie głowy, posieje trawy
na miłości, krzywdzie człowieczej.
Jeszcze z wieku w wiek tak się spieni
krew z ciemnością, a ciemność z brukiem,
że odrośnie jak grom od ziemi
i rozewrze niebiosa z hukiem.
Bryła ciemna, miasto pożarne,
jak lew stary, co kona długo,
posąg rozwiany w dymy czarne,
roztrzaskany czasów maczugą.
I znów ująć dłuto i rydel,
ciąć w przestrzeni i w ziemi szukać,
wznosić wieki i pnącze żywe
na pilastrach, formach i łukach.
I w sztandary dąć, i bić w kamień,
aż się lew spod dłoni wykuje,
aż wykrzesze znużone ramię
taki głaz, co jak serce czuje.
Track Name: O mój ty smutku cichy
O mój ty smutku cichy,
smutku gwiazdek maleńkich,
nazywałem, szukałem,
brałem ciebie do ręki.
Jak to się ciało twarde
tak w piasek albo glinę
zamienia w moich dłoniach,
pragnienie każde - w winę.
Jak to się - kiedy dotknę
kwiat przeobraża w ciemność,
a poszum drzew w głuchotę,
a chmury - w grzmot nade mną.
Jak to ja nieobaczny
mijam, sam sobie błahy,
i rzeźbę zanim zacznę,
marmur wypełniam strachem.
Jak to ja nasłuchuję
błyskawic w niebie trwogi.
Jakże to ja nazywam
każde czynienie - Bogiem?
Otom strzęp oderwany
od drzewa wielkich pogód,
sam swym oczom nie znany,
obcy swojemu Bogu.
Oto słyszę, jak w popiół
przemieniam się i kruszę.
I coraz mniejszy ciałem,
wierzę we własną duszę.
Track Name: Drzewa
Drzewa - to chmur zgęszczenia,
pod nimi dzwoni ziemia,
nad nimi rwą wezbrane
planety z brązu lane.
Lasy - smutku zielone
serca w szmer przemienione,
pod nimi piły lament
białymi jęczy kłami.
Drzewa bawoły złote
dymiły rudym potem,
z pomrukiem ciała kładły
ku ziemi, aż upadły.
Drwale w śmiechu sypali
zęby jak sznur korali.
To piłą - ciszy przytną,
to śmiechu białą brzytwą.
Liście jak oczy wydrą
lśniące zieloną krzywdą,
to korę ciemną z ciała,
aż tryśnie krew dojrzała.
A nocą w sen zagięci -
- w warczący wir pamięci
zobaczą drwale w lęku,
przykuci nocy ręką,
idące na nich prosto
topory sosen ostre.
Track Name: Elegia o ... [chłopcu polskim]
Oddzielili cie, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
wyszywali wisielcami drzew płynące morze.
Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć,
gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,
przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.
I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pekło?
Track Name: Śmierć
Ach, nie płacz, nie płacz,
to jest takie nic, smutne ucichanie,
a właściwie to jest cisza pierwsza i jedyna...
usychające kwiaty nad mdlącym posłaniem...
i właściwie nic...
i pusta głębia...
nocą cichy las bezczuciowych istnień,
wyblakłe jaźnie trwające bezdrganiem.
A właściwie to jest tylko wielkie zakończenie
nieskończonym snów...
nieznane cierpienie...
Ach, nie płacz, nie płacz...
Już cię nie rozumiem...